Pani Olga udostępniła artykuł na grupie w serwisie FaceBook 17. 06. 2026 r.
Co się stanie z zabytkową zajezdnią tramwajów konnych?
Tajemnicza fundacja
Kiedyś w tym murowanym, pochodzącym z około 1870 roku budynku, mieściła się zajezdnia tramwajów konnych. Dziś zabytek, w którym od 1945 roku mieściły się mieszkania zakładowe Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, straszy zrujnowanym dachem, resztkami jeszcze ocalałych ścian.
Długi murowany budynek z żółtej i czerwonej cegły, położony u zbiegu ulic Grunwaldzkiej i Pomorskiej w Gdańsku Oliwie oraz towarzyszący mu dom ze zrujnowanymi werandami przy ulicy Grunwaldzkiej 535 zakupiła trzy lata temu, w lipcu 1998 roku, Fundacja Edukacji Gospodarczej i Ekonomicznej z Lublina. Od tamtego czasu niewiele się tu wydarzyło, poza tym, że część rodzin wyprowadzono z mieszkań mieszczących się w dawnej zajezdni do baraku na jej tyłach, a sam zabytkowy budynek nadburzono, pozbawiając go dachu. W budynku dawnej zajezdni, w jego nienadburzonej części, wciąż jednak mieszkają ludzie z niepokojem czekając na swój los.
- Oni to tu tylko zagrodzili i zniknęli, tyle że klucze od kłódki od ogrodzenia mają - twierdzą mieszkańcy. - Pewnie kasy nie dostali i nie mają za co budować.
Z informacji uzyskanych przez „Głos” w Urzędzie Miejskim Gdańsku wynika, że Fundacja Edukacji Gospodarczej i Ekonomicznej z Lublina, mieszcząca się, według podpisu na akcie notarialnym, przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie 46/4, zakupiła teren i budynki po byłej zajezdni tramwajowej 24 lipca 1998 roku. Fundacja ta miała trzy lata na zakończenie modernizacji i adaptacji budynku z zastrzeżeniem, że musi zapewnić lokale zastępcze trzynastu zamieszkującym tam rodzinom. W dawnej zajezdni tramwajowej miały powstać: kaplica sakralna z ośrodkiem rekolekcyjno-szkoleniowym, zapleczem socjalnym i pokojami gościnnymi - powinny były one powstać do lipca tego roku. Tymczasem straszą tam nadburzone ruiny, a w jednej części budynku wciąż mieszkają ludzie.
- Nie mamy tutaj gazu, bieżącej wody, musimy palić w piecach, jest wspólna toaleta w koryta- rzu - wylicza pani Pelagia Baber, która wraz z czworgiem dzieci zajmuje w dawnej zajezdni czterdziestopięciometrowe mieszkanie - dwa pokoje z kuchnią, za które płaci miesięcznie 177 złotych 5 groszy tylko samego czynszu, bez innych opłat. - Remont budynku stoi, bo fundacja najprawdopodobniej nie ma funduszy. Mieli nam zapewnić mieszkania, dwie rodziny tu zostały, reszta poszła do baraku z tyłu, za zajezdnią, każdy na jeden pokój. Mieszkają tam - tymczasowo zameldowani już od roku.
Pani Pelagia Baber wraz z pozostałymi lokatorami starała się sprawdzić czy taka organizacja jak Fundacja Edukacji Gospodarczej i Ekonomicznej w ogóle istnieje. Jedyne czym dysponowali, to adres na kwitkach, za pośrednictwem których opłacają czynsz - ul. M. Curie- Skłodowskiej 46/4, 02-029 Lublin. Ale pod tym adresem nie ma zarejestrowanej ani żadnej fundacji, ani też nie ma tam żadnego pana Tadeusza Koniuszańca, który ma być tej fundacji prezesem. Jedyną osobą reprezentującą fundację jest administratorka, Teresa Sudziarska, która również, poza wymienionym adresem i nazwiskiem prezesa, nie jest w stanie udzielić o fundacji żadnych innych informacji.
- Zresztą ona nalicza nam tylko czynsz, który i tak płacimy na konto fundacji, a prezesa nikt tutaj nigdy nie widział - twierdzą mieszkańcy. Kontaktuje się z nami tylko administratorka.
- 28 marca minął rok jak mieszkamy w baraku - mówi Jan Literski, który na tymczasowe lokum przeniósł się z żoną i czterema córkami. - Chcą nas zmusić, żebyśmy sami sobie poszukali mieszkania.
Jak dowiedział się „Głos” w Krajowym Rejestrze Sądowym, Fundacja Edukacji Gospodarczej i Ekonomicznej, działająca pod nadzorem Ministerstwa Edukacji Narodowej, została za- rejestrowana w Sądzie Rejonowym dla Miasta Stołecznego Warszawy pod numerem F-5084. Mają swój NIP, Regon, konto w Banku PKO S.A. w Lublinie i mieszczą się... przy ulicy M. Curie-Skłodowskiej 46/4 w Lublinie. W tym mieście jednak nikt ich nie zna - ani w Urzędzie Miasta, ani w Urzędzie Wojewódzkim.
- Nie przypominam sobie, żeby taka fundacja się z nami kontaktowała, taka nazwa nawet mi się nie obiła o uszy - powiedział „Głosowi” Sławomir Skowronek z Wydziału Spraw Administracyjnych Urzędu Miasta Lublina, na co dzień mający kontakt z organizacjami pozarządowymi.
- Pierwsze słyszę - usłyszeliśmy w Wydziale Organizacyjnym i Nadzoru Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.
Budynek dawnej zajezdni tramwajowej nigdy nie miał szczęścia do właścicieli. Najpierw administrowało nim Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, które w 1979 roku miało wykonać generalny remont budynku, ale tego nie zrobiło. W 1989 roku budynki po zajezdni przekazano administracji miejskiej, za której czasów podstemplowano jedynie werandę w budynku nr 535 i umieszczono tam tablicę „Uwaga - grozi zawaleniem”. Tablica widnieje na zrujnowanej werandzie do dzisiaj, pomimo tego nadal mieszkają tam ludzie.
- Przyjechałem tu w 1945 roku, wtedy była tu już tylko zajezdnia dla tramwajów roboczych i mieszkania zakładowe - wspomina Jan Ror, emerytowany motorniczy. - Tu, na podwórku są jeszcze przysypane tory tramwajowe. Sam pamiętam jeszcze, wjeżdżałem do tej zajezdni.
- Wykiwali nas - twierdzi Józef Kunikowski, również emerytowany pracownik Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. - Mieli nam dać mieszkania, zajezdnię mieli wyremontować. Tymczasem nic tu się nie dzieje.
Olga Krzyżyńska
|