Start  ›  Ulice  ›  Kweietna  ›  Oliwa - Mamuszka  ›

Franciszek Mamuszka, "Kaszubi oliwscy", Gdańsk 1980, str. 13:

       Pracownicy młynów mieszkali w sąsiedztwie swoich zakładów pracy, przy których powstawały niekiedy dworki właścicieli przedsiębiorstw oraz domki majstrów. Większe osiedle szeregowych pracowników młynów powstało wzdłuż średniego biegu potoku, nie opodal głównego skupiska zakładów przemysłowych. Kilka domków pochodzących z I połowy XIX w., lub może starszych, zachowało się do dzisiaj przy ul. Kwietnej. Znawcy historii architektury z Politechniki Gdańskiej zaliczają obiekty te do szczególnie cennych reliktów budownictwa robotniczego. Jest to jeden z nielicznych już zachowanych zespołów tego typu istniejących na Pomorzu. W Oliwie wyrósł on w związku z funkcjonowaniem przez kilka wieków wielkiego ośrodka przemysłowego, którym interesowali się i który otaczali opieką królowie polscy: Zygmunt August, Władysław IV i Jan III Sobieski. W oliwskim osiedlu robotniczym przy ul. Kwietnej mieszkało na przełomie XIX-XX w., obok Niemców, kilkanaście rodzin kaszubskich. Przypuszczać wolno, iż znaczna część ludności zamieszkującej tam przed 1945 r. wywodziła się z dawnych załóg młyńskich, gdyż zakłady te czynne były nad Potokiem Oliwskim jeszcze w siedemdziesiątych latach XIX w.


Franciszek Mamuszka, "Oliwa. Okruchy z dziejów, zabytki", Gdańsk 1985, str. 55-56:

Domki robotnicze

       Przy biegnącej w górę Potoku Oliwskiego ul. Kwietnej wznosi się kilka już tylko domków murowanych lub o konstrukcji szkieletowej, pochodzących sprzed około 100 do 150 lat. Są to wyłącznie domy parterowe, dwu- lub czteromieszkaniowe, z oknami usytuowanymi nisko przyziemi i wąskimi drzwiami wejściowymi. Duże dachy, najstarsze naczółkowe, nakryte są dachówką (dawniej być może trzciną).
       Domki przy ul. Kwietnej przedstawiały do niedawna żałosny widok zaniedbania i jako zdekapitalizowane rudery skakane zostały przez władze gdańskie na rozbiórkę. Przeciwko tym zamierzeniom energicznie zaprotestował prof. Politechniki Gdańskiej - Jerzy Stankiewicz, a poparły go urzędy konserwatorskie, dzięki czemu cofnięto burzycielskie decyzje, a cały zespół dawnego budownictwa plebejskiego odremontowano i objęto ochroną. Domki te ani wyglądem, ani wystrojem architektonicznym nie zwracają uwagi. Ratując je przyjęto inne kryterium oceny, a mianowicie konieczność ochrony dziedzictwa kulturowego pozostawionego przez warstwę robotniczą zatrudnioną w znanym przemyśle tzw. młynów oliwskich.
       Gdy przemysł ten upadł w 2 poł. XIX w. pod naciskiem konkurencji wielkoprzemysłowej, miejsce dawnych majstrów i czeladników młyńskich zajęli przeważnie rzemieślnicy i wyrobnicy, spadkobiercy i kontynuatorzy dotychczasowych form kulturowych. Pamiętać trzeba, iż przy ul. Kwietnej mieszkała w ogromnej większości ludność kaszubska. Źródłowy przekaz sprzed I wojny światowej, ściśle z 1909 r. podaje, iż wśród lokatorów ówczesnej Rosengasse znajdowało się 71 rodzin o nazwiskach polskich, w większości zniekształconych po barbarzyńsku przez urzędy pruskie. Oto niektóre z tych nazwisk: Karpinska A. - wdowa, Trybull H. - cieśla, Quaschewski A. - czeladnik stolarski, Labudda W. - rencista, Angelowski Aug. - właściciel posesji, Litzbarski K - robotnik, Lefanski A. - wdowa, Aniolkowski F - robotnik, Piotrowski J. - kupiec, Pichowski P. - ślusarz, Schimanski K. - rzeźnik i wielu, wielu innych.
       Istnieją plany, aby uratowaną od rozbiórki ul. Kwietną przekształcić w miejski skansen, do którego przeniesiono by z innych dzielnic podobne obiekty architektoniczne, a także stare ogrodzenia, pompy, gazowe latarnie uliczne itp. Domki, o których mowa, zamierza się przeznaczyć na obie ety o charakterze muzealnym albo pracownie pewnej kategorii twórców, głównie z dziedziny rzemiosła artystycznego, warsztaty rzemieślnicze itp. W dawnych autentycznych wnętrzach można by stworzyć ekspozycje oryginalnego wyposażenia mieszkań. Utworzenie takiego skansenu na wzór wielu znakomitych skansenów obrazujących życie mieszkańców wsi ocaliłoby spuściznę kulturową pozostawioną przez ludność robotniczą Gdańska. Wartość tego dorobku godna jest zachowania, równie jak pałace z ich wnętrzami, jak domy mieszczańskie czy izby chłopskie. To także był pewien świat, pewien krąg działalności człowieczej, swoistej filozofii, estetyki, moralności i działalności praktycznej. Nie może on zapaść się w otchłań niepamięci, nie powinien i nie może zaginąć.


Początek strony.