Start  ›  Biblioteczka oliwska  ›  Wycinki  ›  "Handel w Oliwie"  ›

Przekazał Jarek Wasielewski

Dziennik Bałtycki. 11-12 stycznia 1959 roku.

Śladem ”codziennych spraw”

OLIWA..


PRZRZED wojną - spokojna mieścina emerytów i wzbogaconych kupców. Park, brzydkie mieszczańskie domki, czysto, spokojnie, dostatnio... Jak jest dzisiaj? Właściwie trudno dać na to wyczerpującą odpowiedź, bo trudno jest znaleźć jakieś „ciało”, które byłoby dokładnie zorientowane w całokształcie tego, „jak jest dzisiaj”. Nie jest dokładnie zorientowana nawet Dzielnicowa Rada Narodowa we Wrzeszczu pod której kuratelą znajduje się Oliwa. Nie jest, ponieważ takie ”resorty” jak handel, kultura czy oświata „oddelegowano” do MRN i DRN nie bardzo się orientuje, jaki jest aktualny stan i zamierzenia w tej dziedzinie.

Ale ludzie z Oliwy chcą ożywić jakoś swoje miasto i chcieliby też, żeby im ktoś I w tym pomógł. Dlatego piszą listy np. do „Dziennika”, albo przychodzą do redakcji ze sprawami swego codziennego życia. Właśnie śladem tych „codziennych spraw” wybraliśmy się do Oliwy z obiektywem fotograficznym.


Kino „Delfin” - aktualnie idzie tu nieco już „ograny” film „Wolne Miasto”. A jednocześnie - kino „Delfin”, to jedyna „kulturalna” placówka Oliwy. Kino nie jest zresztą zbyt zachęcające na oko, tym bardziej, że „władanie” nad nim objęły elementy raczej... niezbyt spokojne. A nowego kinka w Oliwie na razie się nie przewiduje. Więc co? Zostają dwie knajpki - „Oliwska” i „Kameleon”?

Oto zresztą rzecz, która w Oliwie z powodzeniem zastępuje knajpki, a upodabnia to miasto nieco do powiatowego grajdołka - budki, budeczki, kioski, chałupki, przystawki z drzewa i dykty. Zaczyna się przed budką od małego „jasnego”. czy porteru, a kończy w alejce, pobliskiego parku, gdzie sprzątaczki mają wcale niezły uboczny dochód z butelek po wódce i winie. A tak się w dodatku szczęśliwie złożyło, że dawny sklep spożywczy naprzeciw parku przemieniono w sklep monopolowy...

Oto typowy oliwski „handel”. W tym mieście nie tylko „Toto” urządza sobie budki - takie różne pawiloniki opłacają się zapewne lepiej, niż sklepy zarówno handlowi prywatnemu, jak i uspołecznionemu. Przy Placu Inwalidów naliczyliśmy takich i podobnych budek... 9.

P. KRYSTYNA KOSSAKOWSKA, mieszkanka Oliwy, zapytana przez nas o sieć zaopatrzenia, odpowiada:
-Tak prawdę mówiąc, to wolę czynić zakupy w Sopocie albo we Wrzeszczu. Oliwa jest zawsze jakoś gorzej zaopatrzona tu np. modnych fasonów pantofli się nie dostanie. Zresztą to samo można powiedzieć i o bardziej „przyziemnych” artykułach np. jarzynach. Jest tylko jeden sklep przy Leśnej, bardzo słabo zaopatrzony...

Druga opinia - p. ROGUSKA, również mieszkanka Oliwy:
- W naszej dzielnicy jest tylko jeden sklep spożywczy, przy Grunwaldzkiej 502. To za mało. Jarzyny trudno jest dostać, to samo mogę powiedzieć o rybach. Mam jakieś takie szczęście, że nigdy nie mogę natrafić na świeże ryby w jedynym u nas sklepie rybnym. Z drugiej strony wiem, że udaje się to dość licznym w Oliwie hodowcom norek...


W Oliwie buduje się też nowe osiedla, jak np. ta piękna kolonia domków przy ul. Bażyńskiego (to tu, gdzie za instalowano słynne „oliwskie neony”). Tylko... buduje się osiedla, nie buduje się natomiast jak dotąd sieci sklepów, które by te osiedla obsługiwały. TO TAKZE JEDNA Z „CODZIENNYCH SPRAW”...           (ak)