Start  ›  Biblioteczka oliwska  ›  Wycinki  ›  ”Oliwskie miejsce pamięci  ›

Dziennik Bałtycki z 1 listopada 1988 roku. Gabriela Danilewicz, ”Oliwskie miejsce pamięci”, str. 3:

     Oliwski cmentarz zwiedzałam w towarzystwie pani Ireny Przyłuckiej, pochodzącej z zasłużonej dla krzewienia polskości w Oliwie kaszubskiej rodziny Strongowskich. Pani Irena jest jednym z ostatnich świadków życia polskiego w międzywojennej Oliwie. Z zakamarków pamięci ujawnia chętnie szczegóły zasłyszane od swoich rodziców, dotyczące trudnego okresu, kiedy Kaszubi oliwscy zmagali się z germanizacją i pielęgnowali narodowe tradycje, nie bacząc na represje i szykany.
     Wiele z tych osób znalazła miejsce wiecznego spoczynku na oliwskim cmentarzu i dzięki pani Irenie miałam okazję snuć refleksję nad ich mogiłami.
     Przed laty na cmentarzu oliwskim wyróżniała się część ewangelicka i katolicka. Dzisiaj zatarła się granica dawnego podziału, niemniej starzy mieszkańcy dzielnicy potrafią ją wskazać. Cienisty zakątek milczącego miejsca sprzyjał nastrojowi zadumy. Przechodząc alejkami, obchodząc mogiły, co jakiś czas dostrzegałam stare groby z polskimi nazwiskami. Niektóre krzyże przekrzywiły się, tu i ówdzie napisy na kamiennych stelach zamazały się. W wielu dawnych polskich mogiłach spoczywa ktoś inny, gdyż brak miejsc na cmentarzu spowodował likwidację grobów zaniedbanych i opuszczonych. W ten sposób zniknęło dużo śladów polskości dawnej Oliwy. Ci Polacy, którzy spoczywają na cmentarzu byli przeważnie pochodzenia kaszubskiego i niegdyś swoją postawą obywatelską dawali wyraz przywiązania do polskiej mowy, tradycji i wiary. Dzięki ich wysiłkowi, wytrwałości i odwadze nie zginął tu polski duch i przetrwała kultura narodowa. Czy młode pokolenie o nich wie i czy pamięta? Czy nazwiska ludzi z oliwskiego miejsca ciszy są dla nich pustym brzmieniem, jeszcze jednym balastem obciążającym pamięć?
     Kto jeszcze wspomina doktora Anastazego Katkę, oliwskiego lekarza i jego żonę, dystyngowaną panią Honoratę? Coraz mniej już między żywymi pacjentów doktora, a pamięć o0 jego poświęceniu dla chorych tli się w nielicznych rodzinach. Doktor Katkę leczył przede wszystkim Polaków. Mieszkał z żoną i córką Heleną w nie istniejącym już dziś domu naprzeciw głównego wejścia do parku. Jeżdżąc do chorych rozdawał po kaszubskich wsiach polskie elementarze, śpiewniki i gazety, wygłaszał okolicznościowe pogadanki. Żona doktora działała w towarzystwach oświatowych i wraz z córką uczyła ubogie dzieci języka polskiego i historii. Obydwoje doktorstwo zmarli w latach trzydziestych , do końca zaangażowani w życie umysłowe Oliwy. W latach 50. I 60. Na oliwski cmentarz przychodziła starsza, dostojna pani, Helena z Katków Jankowiakowa, i stojąc przed mogiłą rodziców pogrążała się w zadumie. Zgrabna, dobrze zbudowana niegdyś postać pochylała się, błyszczące oczy straciły blask, myśli nie nadążały za codziennym tempem. O czym myślała wtedy pani Jankowiakowa, która ciekawe i pożytecznie życie miała już za sobą? Czy o szczęśliwych latach miłości, gdy w Anglii i Francji doskonaliła znajomość języków? Czy o chwilach radosnego upojenia niepodległością, na którą z utęsknieniem czekano? A może o Gimnazjum Polskim Macierzy Szkolnej, w którym kilkanaście lat uczyła młodzież, ciesząc się szacunkiem i popularnością? Gdy w 1969 roku zmarła sędziwa, 86-letnia pani Helena, pochowano ją w mogile rodziców. Zdjęto wówczas tabliczki z ich personaliami i dziś niewiele osób zna iejsce wiecznego spoczynku pp. Katków.
     Na skraju alejki mała tabliczka przypomina Klarę Droszyńską i jej pasierba Floriana. Droszyńscy to znana, zasłużona rodzina. Leon, patron oliwskiej ulicy, czołowy filar byłej Polonii, poniósł śmierć męczeńską w Dachau. Parę kroków dalej rodzina Tzscheutschlerów wprawdzie o niemieckiej pisowni nazwiska, lecz oddana Polsce. Na ziemi gdańskiej, jak na każdym pograniczu nazwiska nie odgrywały większego znaczenia, niemieckie mieszały się z polskimi, najważniejszy był duch i serce oddane Ojczyźnie.
     Spacerując wzdłuż drzew i krzewów w poszukiwaniu mogił polskich, pani Przyłucka opowiada mi o swojej rodzinie, o ojcu pochodzącym z Banina, który w Oliwie włączył się w ruch niepodległościowy, o matce znanej społeczniczce. Kilka lat minęło od uzyskania niepodległości, powstało Wolne Miasto, a Oliwa nadal nie miała organizacji kobiecej – Towarzystwa Polek. Kilka niewiast szczególnie o to zabiegało. Łucja Strongowska, żona Jakuba, współzałożyciela Towarzystwa Ludowego „Jedność”, prezesa Gminy Polskiej i ofiarnego działacza społecznego, wprost męczyła męża o przyśpieszenie inauguracji działalności towarzystwa. W 1930 roku, kiedy spełniło się wreszcie życzenie kobiet oliwskich Łucja Strongowska została skarbniczką Towarzystwa Polek. Jakub Strongowski zmarł w 1936 roku. Żona jedynie przeżyła wojnę, śmierć syna, wyniszczonego obozem i spoczęła przy ężu w 1946 roku. Niedaleko Strongowskich świeży grób Ireny Wieczorkiewiczowej, 90-letniej nestorki byłej Polonii. Pani Irena była wdową po Henryku Wieczorkiewiczu, dziennikarzu i wydawcy, zamordowanym w Stutthofie. W międzywojennej Oliwie patronowała wielu akcjom kulturalno – oświatowym i pełniła funkcję prezeski Koła Pracy Kobiet. Pani Irena słynęła z humoru i towarzyskiego trybu życia. Od wyzwolenia jej jedno pragnienie – uczczenie pamięci męża przez nazwanie ulicy jego imieniem. Dawano obietnice, lecz nie doczekała się ich spełnienia. Grób Teresy Maciejewskiej, wdowy po Antonim, naczelniku PKP, prezesie wielu organizacji polonijnych, zamordowanym w Stutthofie, jest wypielęgnowany, niewątpliwie ręką córki, pani Jadwigi Burau, dawnej drużynowej. Pośród niskich grobów spoczywa Leon Półczyński, skarbnik Towarzystwa Ludowego ”Jedność”. Nie ma przy nim żony, Łucji, czynnej w towarzystwach polonijnych, gdyż zmarła w obozie. W pobliżu kaplicy cmentarnej kamienny nagrobek upamiętnia Małgorzatę Jakubowską, drugą żonę Pawła Jakubowskiego, kolejarza, zamęczonego w Oświęcimiu. Paweł dużo zdziałał dla polskości w Oliwie. Nic dziwnego, wyszedł bowiem ze znakomitej szkoły patriotycznej Antoniego Abrahama, który był ojcem jego pierwszej żony.
     Naprzeciwko Małgorzaty Jakubowskiej znajdują się groby księży i zakonnic. Jeden z nich kryje szczątki księdza Wincentego Kowalskiego, zmarłego w 1914 roku, obok leży ksiądz Wiktor Kowalski, pochodzący z Warmii, przyjaciel Polaków, współpracownik organizacji narodowych. Na skraju alei spoczywa ksiądz Stefan Szymański, harcmistrz i ostatnio proboszcz w Jelitkowie. Pochodził ze znanej rodziny harcerskiej z Gdańska, przeszedł różne koleje losu, był zesłany, więziony, zanim wrócił do Ojczyzny i przed zgonem duszpasterzował w nadmorskim kościółku przy plaży. W innym zakątku cmentarza odnajduję mogiłę proboszcza oliwskiego z przełomu XIX i XX wieku, księdza Mikołaja Kryna, zmarłego w 1904 roku, autora polskich książek religijnych, o których napisano w prasie warszawskiej ”człowiek światły i mawiający nieźle po polsku”. I jeszcze jedna mogiła księdza niemieckiego Clemensa Sierigka, który tak pokochał Oliwę, że po wyzwoleniu w niej pozostał i pełnił posługę kapłańską w katedrze, mimo słabej znajomości języka polskiego.
     Stare groby przeplatają się z nowymi, często widnieją obok siebie bardzo kontrastujące daty. Coraz mniej jednak mogił z dawnych lat, życie wdziera się tutaj swymi bezwzględnymi prawami. Przyjemnym akcentem pamięci wyróżniają się zadbane groby ewangelickie sprzed wojny. Spoczywają w nich Niemcy, których rodzina opuściła po wojnie Oliwę, ale starają się o pielęgnację mogił swych krewnych. Familię Leszczyńskich znali wszyscy Polacy. Zamożni właściciele statków przybrzeżnych zachowali wzorową postawę narodową, kultywowali tradycje i wspierali akcje społeczne. Antoni Leszczyński, prezes Gminy Polskiej, który ostentacyjnie w ogóle nie używał języka niemieckiego, zmarł w 1936 roku. Żona jego Franciszka, skończyła życie podczas wojny na wysiedleniu. Trzy lata temu spoczął obok ojca Antoni – junior, więzień obozów koncentracyjnych. Aleksander Sojecki, skarbnik Towarzystwa Mężów Polskich oraz jego żona, Ludwika, znaleźli swe ostatnie miejsce też w oliwskiej ciszy. Niedaleko Ksawera i Herman Burauowie. I jeszcze jedna wspólna mogiła rodzinna Tejkowskich. Senior rodu, Anastazy, przybył do Oliwy na początku naszego stulecia. Był członkiem zarządu chóru ”Lutnia” i udostępnił swoje mieszkanie na próby zespołu. Podczas niewoli pieśń polska stanowiła jeden z orężów walki o zachowanie narodowości. Obok Anastazego spoczywa żona, Kazimiera, syn Maksymilian, więzień obozów niemieckich oraz córka, Helena Murszewska, znana działaczka towarzystw kobiecych we Wrzeszczu, żona właściciela restauracji, w której gromadzili się Polacy. Czesław Tejkowski, aktywny członek Polskiego Zrzeszenia Pracy, został zamordowany przez Niemców. Mimo upływu lat niemal w nienagannym stanie znajduje się pomnik Amelii i Antoniego Piskarskich, zmarłych ponad pół wieku temu. Antoni Piskarski, weteran powstania z 1863 roku, włączył się czynnie w budowę państwowości polskiej w Oliwie po uzyskaniu niepodległości. Córka Piskarskich, Maria, nauczycielka szkół handlowych w Wolnym Mieście, została podczas II wojny wysiedlona i zmarła w głębi kraju. Podobnie obdarzył sentymentem Oliwę Feliks Herstowski, profesor gimnazjalny w Chełmie, przeniesiony za działalność narodową do Niemiec, skąd po latach przybył do Oliwy. Feliks Herstowski przed pierwszą wojną światową zbiegał usilnie o wprowadzenie kazań w kościele oliwskim w języku polskim. Dziś na nagrobku Anastazji i Feliksa Herstowskich coraz bardziej zaciera się epitafium. Jest jeszcze mogiła Zygmunta Moczyńskiego, znanej kontrowersyjnej postaci okresu Wolnego Miasta, aktywnego Polaka, jest też oryginalny grób Jana Kilarskiego, wybitnego krajoznawcy i pisarza, miłośnika Pomorza, opiewającego jego piękno i piewcy ziemi gdańskiej.
     Niewielka odległość dzieląca cmentarz od katedry powinna stanowić zachętę do odwiedzania grobów polskich patriotów, którzy narażając się na prześladowania i ryzykując


Początek strony.