Czy dwór przy ul. Bytowskiej 4 w Oliwie jest wyjątkowo pechowym obiektem i nie ma szczęścia do dobrych użytkowników? Niejeden oglądający go gość z zagranicy wyraził taką właśnie opinię, dziwiąc się jednocześnie, że nikt dotąd nie zdecydował się na jego kupno i nie zrobił tutaj biznesu.
Właśnie biznes, jak się zdaje, przede wszystkim, miały na myśli władze miasta Gdańska, windując cenę wywoławczą tego zabytkowego obiektu do 10 miliardów złotych. Pierwszy przetarg ogłoszony na 30 sierpnia br. nie doszedł do skutku, ponieważ do Wydziału Gospodarki Terenami UM w Gdańsku nie wpłynęła żadna oferta. Natomiast pismo Stowarzyszenia Rozwoju Naturalnego w Gdańsku z prośbą o nieodpłatne przekazanie dworu, w którym organizacja ta pragnęła urządzić ośrodek rehabilitacyjny, zostało odłożone ad acta.
Następny przetarg na dwór przy ul. Bytowskiej 4 w Oliwie zaplanowany został na dzień dzisiejszy. Aby zachęcić kontrahentów cenę wywoławczą obniżono do 8 miliardów złotych. W dniu złożenia tego tekstu do druku (14 października) w Urzędzie Miasta w Gdańsku nie było ani jednej oferty.
Czy znajdzie się chętny, aby kupić i wyremontować ten zabytkowy obiekt?
W miejscu, w którym stoi dziś popadający w ruinę budynek przy ul. Bytowskiej 4 już w XVI wieku znajdował się dwór, młyn oraz ogród. Młyn był w posiadaniu albo w dzierżawie Kacpra Janischa, dwór i ogród zaś pozostawały pod zarządem klasztoru cystersów w Oliwie.
Na początku XVII wieku opat oliwski Dawid Konarski wystawił przywilej na ten majątek Jakubowi Schwabe i od tej pory posiadłość nazwano Schwabenthal. Znajdował się tam wówczas dom letni wraz z grodem i stawem na Potoku Oliwskim. Wody potoku zasilały dwa zakłady przemysłowe które były czynne do lat 30. dwudziestego wieku.
Od połowy XVIII wieku posiadłość często zmieniała właścicieli. Dopiero pod koniec wieku XVIII poczyniono tu większe inwestycje. Na fundamentach dawnej budowli wzniesiony został dwór. Nieznacznie przebudowany na przełomie XIX i XX w. istnieje do dziś.
Sylweta dworu, jaką dziś oglądamy, w niczym prawie nie przypomina znanego z fotografii przedwojennych lub nawet z pierwszych lat po wojnie oliwskiego obiektu. Ten dwukondygnacyjny budynek zwieńczony wysokim mansardowym dachem, otoczony wspaniałym starym parkiem, niszczeje w oczach.
Z roku na rok, pomimo zabezpieczenia budynku, popada on w ruinę. Wciąż ginie jakiś detal, odpada kolejny kawałek muru. Wilgoć w nie ogrzewanym od lat domu robi swoje. Zabytkowe rzadkie okazy drzew - cis, czy sekwoja wiecznie zielona - otaczające dwór, często, szczególnie przed Bożym Narodzeniem, kaleczone są siekierami przez amatorów „oryginalnych” świątecznych drzewek.
Co działo się z dworem po wojnie? Jakie były jego kolejne losy? Od 1945 roku budynek był własnością prywatną i zamieszkiwało w nim 10 rodzin. Ze względu na wyjątkowe wartości historyczno-przestrzenne założenia i jego niewłaściwe użytkowanie, na wniosek Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków całość zespołu przejęta została na skarb państwa. Wywłaszczenie lokatorów trwało blisko trzy lata. W roku 1957 dwór wpisany został do rejestru zabytków.
Ministerstwo Kultury i Sztuki postanowiło obiekt ten przeznaczyć na dom pracy twórczej i ośrodek wypoczynkowy dla pracowników resortu. Prace w dworze prowadziły na zlecenie MKIS PP Pracownie Konserwacji Zabytków w Gdańsku, które w 1976 roku przejęły obiekt. PP PKZ po upływie kilku lat wycofały się jednak z przedsięwzięcia. W roku 1985 obiekt przekazany został kolejnej instytucji - PP „Sztuka Polska”.
Prace finansowane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki na rzecz tego ostatniego przedsiębiorstwa prowadzone były do roku 1989, kiedy to „Sztuka Polska” zrezygnowała z użytkowania budynku i przekazała go Urzędowi Miejskiemu w Gdańsku. Koszty remontu adaptacji obiektu przerastały możliwości kolejnych użytkowników.
Od tego czasu trwają debaty co z obiektem zrobić, jak uratować go przed popadnięciem w ostateczną ruinę. 29 października 1991 roku Rada Miasta Gdańska podjęła uchwałę w sprawie przeznaczenia do oddania w użytkowanie wieczyste parku oraz sprzedaży zabytkowego dworu w drodze przetargu. Wydział Gospodarki Terenami przetarg ogłosił, podając cenę wywoławczą zgodnie z opinią biegłego.
Rodzą się wątpliwości: czy znajdzie się ktoś, kto zdecyduje się na tak desperacki krok i wyłoży kwotę, jaką chce pozyskać miasto za tę zabytkową ruinę? Pomimo iż każdy potencjalny nabywca korzystać będzie z 50 procentowej zniżki (w oparciu o wytyczne z Dziennika Ustaw nr 30 art. 40, ustęp 4 traktujący o sprzedaży obiektów wpisanych do rejestru zabytków) to i tak kwota 4 miliardów złotych jest wielce wygórowana.
Wstępne obliczenia wykonane w roku 1986 podają iż na restaurację zespołu dworsko-parkowego przy ul. Bytowskiej 4 trzeba wydać 20 miliardów złotych! Któż więc zdecyduje się wysupłać tak astronomiczną kwotę... powiększoną o dalsze miliardy, wynikające z inflacji.
Potencjalny nabywca musi również liczyć się z dodatkowym niemałym wydatkiem. Kilkaset tysięcy złotych na kupno mieszkania dla ostatniego z lokatorów strzegącego resztek wspaniałej dworskiej posiadłości. Czy miasto musi koniecznie na tym zabytkowym, o wysokich walorach historyczno-architektonicznych obiekcie, zarobić? Czy walcząc z destrukcyjnie działającym czasem, nie rozsądniej byłoby jednak oddać całość założenia dworsko-parkowego w użytkowanie wieczyste instytucji lub osobie, będącej w stanie zabezpieczyć ruinę, a następnie doprowadzić ją do dawnej świetności.?
O ile w ogóle ktoś chętny się jeszcze znajdzie.
KATARZYNA KORCZAK
|
Dziennik Bałtycki nr 247 z 20. 10. 1992 r.
Kto kupi? "Na restaurację dworu potrzeba dziesiątek miliardów złotych"



|